Najnowsze zdjęcia
w galerii
Ostatnie
osiągnięcia

TAK! JESTEŚMY STRACENI DLA CERN-Udata dodania: 2012-03-31

 Wszystko zaczęło się tak niewinnie. Wyjazd z Chojnic w nocy z sobotę na poniedziałek (4.03). Podróż do Berlina była bardzo męcząca, nie mówiąc już o kilkugodzinnym „koczowaniu" na lotnisku. Szczerze mówiąc było warto, bo podczas lotu była możliwość zobaczenia Alp spowitych mgłą. Wow to było naprawdę coś, ale tak naprawdę najlepsze było jeszcze przed nami. Genewa z lotu ptaka niesamowita, mogło to trochę zdziwić, ale tam prawie każdy dom miał basen. Gdy postawiliśmy nogi na płytę lotniska każdy był już tak zmęczony i zniechęcony, że myślał tylko o powrocie do domu. Nic dziwnego, gdy jakimś cudem dotarliśmy do CERN Autobusem miejskim naszym oczom ukazały się stare budynki rodem z PRL-u. Nasze nastroje poprawiły się, kiedy dostaliśmy klucze do pokoi w hostelu, który naprawdę miał mega standard (jak na hostel), nowoczesna kuchnia i zapierający dech w piersiach widok na góry (bynajmniej z mojego pokoju). Pobyt tam był naprawdę interesujący, a budynki odstraszał tylko swoim wyglądem zewnętrznym. Dwa dni poświęciliśmy na wykłady, ale nie był to stracony czas. Informacje, które zdobyliśmy są cenne oraz przydatne, a dodatkowe dane o neutrinach, kwarkach, czy innych cząstkach były idealnym dopełnieniem lekcji fizyki. Był czas na robienie zdjęć i „takich tam", bo jak powiedzieli „Można robić wszędzie zdjęcia. My nie mamy nic do ukrycia.". Była wizyta w testów hali magnesów, gdzie na początku nasz oprowadzający nie widział jak do nas mówić „Gimnazjum? A liceum i fizyka. OK". Potem było coraz lepiej, wizyta w CCC, czyli CERN Control Centre, gdzie jest ogrom monitorów, a ludzie co jakiś czas popijają szampana świętując nowy rekord. Był jeszcze ATLAS, czyli jeden z czterech detektorów w akceleratorze cząstek LHC w ośrodku CERN. Microkosmos, czyli zobacz naukę i jej historię w realu oraz Globe. Ten ostatni robi wrażenie samo w sobie. Jedyny budynek w CERN jako tako wyglądający. Jest to drewniana kopuła z pomieszczeniem interaktywnym mówiącym o Teorii Wielkiego Wybuchu. Widzieliśmy Linac-2, który jest po prostu przyśpieszaczem liniowym oraz akcelerator Leiher. I to, co zainteresuje wszystkich fanów komputerów - wizyta w CC (Computing Center). Dlaczego? Prawie 15 tyś. procesorów, wszystkie najwyższej jakości z oprogramowaniem Linux. I uwaga! Komputery wymieniają co 2 lata, po prostu wyrzucają je na śmietnik. Nie wiem jak wy, ale ja chce ten śmietnik znaleźć. Ostatniego dnia pobytu urządziliśmy sobie podchody po Genewie. Pan Jagielski vs. Pan Maciejewski. Ciekawy pojedynek prawda? No dobra podchody, podchodami równocześnie kupowaliśmy pamiątki, sery pleśniowe itd. A, mówiłam już, że chodziliśmy co Carrefour'a? Nie? To były dopiero wyprawy 2,5 km w jedną stronę (była to już Francja), oczywiście kupowaliśmy czekoladę i tylko rzeczy niezbędne J. Strasznie żałowaliśmy, że trzeba było opuszczać to piękne miejsce. Pan Jagielski nie kłamał. My jesteśmy straceni dla CERN-u i to bez dwóch zdań. Ci którzy nie jechali niech żałują. Dzięki tej wycieczce mogłam zaznaczyć haczyk przy wizycie w CERN na mojej liście marzeń. Nie byliście tam? Jest jeszcze dla was nadzieja, są programy typu Sommer Students. Chcecie więcej odsyłam do strony.

www.cern.ch

GALERIA ZDJĘĆ


                                                                                                                                                             Anonymous